11 września

Drugi z samolotów uderza w wieżę WTC, fot. PAP/EPA
11 września 2001 – historyczna data ataku terrorystycznego na Stany Zjednoczone; dzień, który za sprawą RMF FM zapisał się w spektakularny sposób w historii polskiej radiofonii. Żadna stacja radiowa w naszym kraju nie relacjonowała wcześniej na żywo jakiegokolwiek wydarzenia aż osiem godzin, bez przerwy. Ten rekordowo długi serwis informacyjny rozpoczął się od pilnego komunikatu tuż po uderzeniu pierwszego samolotu w gmach WTC.

„Płonie nowojorski wieżowiec World Trade Center” – tę pilną wiadomość zakomunikował prezenter Bogdan Zalewski kilka minut przed głównym wydaniem Faktów o 15:00 . Dramatyczne wieści dobiegające ze Stanów Zjednoczonych przerwały na krótko radiową audycję, by powrócić kilka chwil później, o pełnej godzinie. Tuż po trzeciej po południu polskiego czasu (po godzinie dziewiątej rano na wschodnim wybrzeżu USA) korespondent RMF FM w Stanach Zjednoczonych Grzegorz Jasiński opisał mrożące krew w żyłach sceny rozgrywające się w Nowym Jorku: „Widok jest zupełnie surrealistyczny. Widać potężną wyrwę w północnej wieży WTC. Budynek płonie. Chmura dymu jest coraz większa.”

Nikt jeszcze wtedy nie przypuszczał, że to dopiero początek amerykańskiej tragedii. Pierwsze enigmatyczne wieści docierające zza Wielkiej Wody mogły świadczyć równie dobrze o wypadku lotniczym jak o zamachu terrorystycznym. Jednak już po chwili potwierdził się najbardziej koszmarny scenariusz: „Płonie druga - południowa - wieża World Trade Center!” Kolejna relacja Grzegorza Jasińskiego przez łącze satelitarne nie pozostawiała już cienia wątpliwości- pożary są dziełem terrorystów: „Coś, co początkowo wyglądało na tragiczny wypadek, teraz, choć nikt o tym nie mówi wprost, wygląda na świadomą, zaplanowaną, zorganizowaną akcję”. W tym czasie – cytując depesze światowych agencji - RMF FM podał szokujące informacje o śledztwie prowadzonym przez FBI w sprawie porwania samolotów pasażerskich. Stopniowo wychodziły na jaw szczegóły zagadkowego i przerażającego, skrytobójczego planu. Trzeba było w czasie rzeczywistym układać pokawałkowany obraz groźnego zdarzenia bez precedensu, dokładając kolejny fakt do faktu, jakby to były puzzle z pejzażem Manhattanu: z dymiącymi pochodniami drapaczy chmur.
Jeszcze nigdy dziennikarze na świecie nie opisywali na żywo tak tajemniczej i spektakularnej bitwy rozgrywającej się na takim polu - w scenerii potężnej metropolii, w cywilizacyjnym centrum świata. Kto pierwszy wyczuł wagę toczących się wydarzeń, dostrzegł prawdziwą skalę zjawiska i jego symboliczny charakter, szybciej i trafniej rozpoznał początek nowej epoki polityczno-wojskowej, której nadano potem oficjalną nazwę „wojny z globalnym terroryzmem”. Prezenterzy, reporterzy i korespondenci RMF FM w kraju i zagranicą od początku stanęli na wysokości zadania, włączając się natychmiast do pracy na antenie. Podobnie sztab pracujący w newsroomie – radiowej centrali - na bieżąco odbierał, selekcjonował i składał dziesiątki często sprzecznych sygnałów w postaci agencyjnych depesz, internetowych doniesień, telefonicznych relacji świadków, komentarzy polityków, ocen, hipotez i przewidywań ekspertów z różnych dziedzin (od architektów po politologów).

Z dzisiejszej perspektywy znaczący wydaje się komentarz Jana Nowaka Jeziorańskiego. W telefonicznej rozmowie na żywo legendarny Kurier z Warszawy podkreślił: „Uderza mnie jedno: niesamowita precyzja i koordynacja w czasie tego, co nastąpiło. Pytanie jakaż to siła musiała za tym wszystkim stać? Z pewnością nie był to terrorysta amator ani jakaś grupka.”
fot. PAP/EPA

Trudno sobie dziś – po latach - wyobrazić atmosferę grozy tamtego dnia, zwłaszcza, kiedy pojawiły się pierwsze informacje o kolejnym zaatakowanym miejscu, kluczowym dla struktury obronnej Stanów Zjednoczonych. „Dzieje się coś naprawdę niezwykłego. Wielki słup dymu widać także nad Pentagonem” – ten nowy fakt z Waszyngtonu przekazany przez korespondenta RMF FM wywołał odczucia podobne do emocji towarzyszących wybuchowi wojny światowej. Nic zatem dziwnego, że w narracji radiowej zaczął dominować ekspresyjny język, pełen emocjonalnych wyrażeń typu „amerykańska Apokalipsa” czy „zderzenie cywilizacji”. Ten ostatni zwrot nawiązujący do tytułu słynnej książki amerykańskiego politologa Samuela Huntingtona „The Clash of Civilizations…” miał dopiero później zrobić oszałamiającą karierę w mediach. W RMF FM był po wielekroć przywoływany już tego pierwszego dnia, jako robocza hipoteza, jeden z możliwych kluczy interpretacyjnych. Wiele komentarzy wygłaszanych a vista, improwizowanych dziennikarskich spekulacji, brzmi dziś niemal proroczo, jak wywód ówczesnego szefa informacji RMF FMJacka Stawiskiego - na temat projektu tarczy antyrakietowej w związku z globalnym zagrożeniem terrorystycznym.

Obok plastycznych opisów (już w pierwszych kilkudziesięciu minutach od ataku pojawiły się w radiowej audycji rozmowy z Polakami pracującymi w Nowym Jorku, którzy własnymi słowami odmalowywali widok rozpościerający się przed ich oczyma) dziennikarze próbowali odpowiedzieć na pytanie o ukryty sens niecodziennych sekwencji jak z koszmarnego snu. Kto zaatakował najpotężniejsze światowe mocarstwo? Kim jest ta siatka spiskowców, która była w stanie dokonać skoordynowanego ataku na najważniejsze amerykańskie centra, porównane obrazowo na antenie radia do mózgu i serca człowieka? Od pierwszych minut – jednocześnie z relacjonowaniem gwałtownego przebiegu zdarzeń- toczyło się radiowe śledztwo, dochodzenie do prawdy o autorach ataku. Było to możliwe dzięki rozbudowanej sieci dziennikarzy RMF FM na świecie, którzy na bieżąco weryfikowali informacje podawane przez zagraniczne agencje. Część doniesień okazywała się fałszywa, jak sensacyjna depesza o palestyńskich autorach zamachu, zdementowana szybko przez Elego Barbura korespondenta w Izraelu.

Najdłuższy, bo aż ośmiogodzinny serwis informacyjny w historii polskiej radiofonii, dokonał też innego przełomu, zakończył erę wiadomości podawanych w sposób linearny. Konieczność szybkiej zmiany miejsc (od Waszyngtonu czy Nowego Jorku, przez Kraków czy Warszawę do Brukseli czy Moskwy) oraz błyskawicznego przeskakiwania z jednego planu na drugi (od relacji naocznych świadków w USA po gorące komentarze na żywo wygłaszane przez przechodniów w Polsce) zrewolucjonizowała radiową formę przekazu. Kalejdoskopowa narracja, momentalne przeskoki pomiędzy odległymi punktami świata tworzyły autentyczną, globalną info-sieć. Katarzyna Szymańska-Borginon przekazywała komunikaty z Brukseli, jednego z kluczowych miejsc na mapie świata – stolicy Unii Europejskiej i siedziby dowództwa NATO. Jednak korespondenci nie ograniczali się wyłącznie do świata wielkiej polityki. Bogdan Frymorgen - dziennikarz RMF FM w Londynie w bardzo osobistej impresji opisał scenkę z londyńskiej kwiaciarni, gdzie zaskoczyła go wiadomość o ataku terrorystów.
Zgliszcza WTC, fot. PAP/EPA

Kiedy cały świat zelektryzowały wieści z Ameryki, RMF FM pierwszy przekroczył granice i ograniczenia; wykorzystując potencjał dziennikarski i technologiczny, ukazał przebieg wydarzeń w najbardziej żywy i bezpośredni sposób. Aby móc lepiej uzmysłowić sobie na czym polegała ta wielogodzinna, totalna audycja, podczas której wykorzystano najnowsze zdobycze techniczne, dobrze byłoby wyobrazić sobie trójwymiarowy model kuli ziemskiej. Na tym wirtualnym globie co i raz zapalałyby się nowe punkty połączone gęstym labiryntem świetlistych linii. Tak mógłby wyglądać dynamiczny wykres audycji z 11.09.01. Dziennikarze jak w informacyjnej sztafecie przekazywali sobie głos, ukazując różne aspekty terrorystycznego alertu - od zawirowań giełdowych (Wojciech Kusiak), po cennik paliw na stacjach benzynowych (Grzegorz Nowosielski). O publicystyczną stronę audycji zadbała Barbara Górska, która swoimi wywiadami (np. z amerykanistą profesorem Zbigniewem Lewickim) pomagała słuchaczom uporządkować chaos błyskawicznych doniesień ze świata.

Emocje towarzyszące korespondentom i reporterom nie pozwalały na trzymanie się zasady obiektywizmu; także i ten dziennikarski kanon musiał zostać odłożony na inną, bardziej neutralną okazję. Prezenterzy w studiu Faktów (Bogdan Zalewski, Robert Kalinowski, Tomasz Staniszewski, Maja Dutkiewicz) posługiwali się często wyrażeniami oddziałującymi na wyobraźnię i emocje, jak to obrazowe porównanie wież WTC do dwóch potężnych wykrzykników, powiększonych ekspresyjnie znaków powszechnego szoku i przerażenia.

W niespełna dwie godziny te dwa symbole zostały wymazane z pejzażu Nowego Jorku, jak równoległe kredowe kreski starte gąbką ze szkolnej tablicy. Była to przyśpieszona lekcja historii, zaczynało się nowe - XXI stulecie, więc i media musiały szybko przyswoić wiedzę o naturze chaotycznych zmian. Dziennikarze RMF FM nie mieli możliwości uprzedniego przygotowania się do tego zadania, nie mogli go wcześniej przetrenować, odrabiali to ćwiczenie od razu „na czysto”, ryzykując błędy i wpadki. I popełniali je w ferworze walki z natłokiem komunikatów, atakiem sprzecznych informacji. Niektóre przejęzyczenia były znaczące, jak ta freudowska pomyłka, kiedy jeden z prezenterów relacjonując uderzenie samolotu w wieżę WTC z wrażenia zamiast wieżowiec powiedział wieżowiek, jakby z nieludzko wielkiej wieży nagle wyłonił się człowiek. Ten ludzki wymiar - antenowe „brudy” - to często dodatkowy walor ośmiogodzinnej audycji. Zniknęła bariera pomiędzy nadawcą a odbiorcą doniesień; powstało wrażenie jakby słuchacze przestali być tylko biernymi konsumentami dziennika a stali się bezpośrednimi uczestnikami i niemal współtwórcami medialnego wydarzenia, redagowanego na żywo, w czasie rzeczywistym.

Dźwięki

Najdłuższy serwis informacyjny w historii RMF FM


Filmy

Ewa Miszczak: 11 września
Jacek Stawiski: Tak minęło osiem godzin
Frymorgen: 11 września cz. II
Grzegorz Jasiński: Świat zmienił się na zawsze
Robert Kalinowski: Siła spokoju
Jan Mikruta: Wielki szcun
Katarzyna Szymańska-Borginon: Sojusz jest bezradny
Bogdan Zalewski: Symultaniczne bodźce
Andrzej Zaucha: Putin zadzwonił pierwszy
Robert Kalinowski: Apokalipsa



Fakty

Jeśli posiadasz ciekawe materiały (zdjęcia, filmy, teksty) związane z historią RMF FM, prześlij je do nas.